ScrollToTop

Kleszcz – jak go usunąć i jak postępować – praktyczny wywiad z lekarzem

Artykuły, Na czasie, Warto przeczytać

10 maja 2018

Kleszcz – jak go poprawnie usunąć?  Kiedy iść do lekarza albo do ambulatorium po pomoc? W obliczu kleszczowej plagi – tymi pytaniami od mniej więcej kwietnia żyje cała Polska. Do tego jeszcze media podsycają panikę  – trudno więc o konkretne informacje jak postępować. Na szczęście jest Pan Tabletka.

Mam dla Ciebie wywiad z lekarzem pracującym na co dzień w POZ i w weekendy w poradni całodobowej. Moja rozmówczyni nie chciała się ujawniać – nazwijmy ją więc doktor Magda. Jak doktor Magda mówi:

Zdarza się, że w weekend – co 3. pacjent przychodzi z kleszczem. Lub z kleszczem sąsiada w małym, strunowym woreczku… 😉

Poniższy wywiad jest dosyć subiektywny i przepełniony emocjami – pamiętaj proszę, że jak wszystkie materiały na blogu ma on wartość jedynie albo aż, ale tylko edukacyjną.

Jak usuwać kleszcza? – wywiad z lekarzem

Wywiad, to w zasadzie rozbudowana odpowiedź na te 5  pytań:

  1. Jak prawidłowo wyciągać kleszcza?
  2. Czy wyciągać kleszcza samodzielnie? I kiedy lepiej tego nie robić?
  3. Jaki jest tok postępowania w lecznictwie?
  4. Jakie są najczęściej popełniane błędy przy usuwaniu kleszcza?
  5. Co chciałabyś przekazać pacjentom w sprawie obsługi kleszcza?

Jak prawidłowo wyciągać kleszcza?

Metody są różne – każda, która jest skuteczna, jest ok. Ważna jest technika – trzeba złapać blisko przy skórze i pociągnąć do góry pewną ręką. Jeśli przypadkowo urwie się główka, co się zdarza, można posłużyć się sterylną igłą i główkę wydłubać (ja tak robię, kiedy przychodzi pacjent z urwaną, wkłutą jeszcze resztą kleszcza – to działa!).

Jeśli chodzi o inne metody: dostępne są tzw. lassa do wyciągania, koszt około 30zł z instrukcją obsługi. Fantastycznie się sprawdzają – pętelkę zaciskamy na kleszczu przy skórze, następnie ruchem korkociągu – wykręcamy, ciągnąc jednocześnie do góry.

Dla super niechętnych do kontaktu ze stawonogiem: istnieją próżniowe wysysarki. Z tego co wiem – dostępne w aptekach [świetnie sprawdzają się również, różnego rodzaju kleszczołapki, karty do wyciągania i dobre pęsety – to również przetestowane sposoby – dopisek Pana Tabletki].

Po wyjęciu kleszcza, miejsce psikamy środkiem dezynfekującym, zabijamy stawonoga i po kłopocie. Nigdy nie smarujemy maściami, nie polewamy alkoholem, nie wyciskamy – nie drażnimy kleszcza (!), bo kolokwialnie mówiąc – zwymiotuje wszystkim, co ma w układzie pokarmowym – bakteriami również.

Czy wyciągać kleszcza samodzielnie? I kiedy tego lepiej nie robić?

Kleszcz nie jest miłym znaleziskiem i jeśli ktoś się wybitnie brzydzi, ma słaby wzrok albo nie czuje się na siłach – spokojnie, w Poradniach Lekarza Rodzinnego czy w Nocnej/Świątecznej Opiece ktoś zawsze pomoże.

Nota bene: nie jest to stan na SOR, więc proszę – nie zgłaszamy się tam. Wspominam o tym – bo wbrew pozorom, kilka zagubionych dusz z kleszczem na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym spotkałam.

Spokojnie – wyciągnąć może każdy, kto czuje się na siłach. My też nie mamy przecież profesjonalnego przeszkolenia. Umiemy, bo wyciągamy tego bardzo dużo, ale każdy może się nauczyć. Ale rozumiem, że pacjent może życzyć sobie, aby kleszcza usunął lekarz/pielęgniarka.

Przy okazji, bo też z takim mitem się spotkałam, boreliozą nie zaraża się człowiek od złego wyciągania. Jak wspomniałam, nie denerwujemy kleszcza smarowidłami – żeby nie zwymiotował. Trzeba złapać, wyciągnąć – każdy może śmiało tę próbę podjąć. Najwyżej urwie się główka, ale to też nie jest katastrofa i nie grozi to poważnym zagrożeniem zdrowia pacjenta.

Jaki jest tok postępowania w lecznictwie?

Są różne szkoły. Jak już uda nam się wyciągnąć kleszcza, to obserwujemy miejsce po ugryzieniu przez około 30 dni. Zaczerwienienie w miejscu wkłucia może występować przez 3 dni i jest to absolutnie naturalne – kleszcz ma swoje enzymy w ślinie, wgryzł się, przebił skórę – maleńki odczyn zapalny będzie.

Spokojnie.

Obserwujemy pod kątem tzw. rumienia wędrującego. To objaw patognomiczny, czyli wybitnie specyficzny objaw choroby, w tym przypadku boreliozy. Najprościej mówiąc: wygląda jak tarcza strzelnicza. Jest mnóstwo obrazków w grafikach Google, więc każdy może podejrzeć.

Niestety nie pojawia się u wszystkich.

Dla bardzo zatrwożonych – w wielu laboratoriach w kraju dostępne są testy serologiczne z krwi na obecność przeciwciał przeciw krętkowicy kleszczowej (boreliozie), jednak pojawiają się one dopiero po 3-4 tygodniach od zakażenia – wykonywanie ich wcześniej mija się z celem.

Czy warto oddać kleszcza do badania na obecność Borrelii? Nie jest to element standardowego postępowania w lecznictwie – nawet wynik potwierdzający zakażenia kleszcza – nie daje nam pewności, że żywiciel został zarażony.

Warto również wiedzieć, że istnieje wiele pułapek oraz wiele nieuczciwych pseudolabolatoriów żerujących na ludzkim strachu. Owszem, renomowane laboratoria, odpłatnie –  przyjmują kleszcze do badania (nie jest to badanie refundowane) i badają pod kątem występowania Borrelii burgdorferi, czyli krętka odpowiedzialnego za boreliozę.

Nie mniej jednak, istnieją „labolatoria”, w których po oddaniu kleszcza za ciężkie pieniądze, dowiemy się, że kleszcz chorował na wszystkie choroby świata i miał wszystko, łączne z HIV, WZW C, grzybami i milionem bakterii, a nam zostało niewiele dni życia (faktyczny przykład z praktyki kolegi – pacjentka przyniosła wydruk z takiego pseudolabolatorium, płacząc i pytając kiedy umrze). Jest to bzdura i naciąganie, więc jeśli już ktoś bardzo chce zbadać swojego stawonoga – róbmy to w sprawdzonych, renomowanych miejscach zajmujących się profesjonalną, szeroko zakrojoną diagnostyką.

Wracając jednak do tematu. Prawdopodobieństwo zakażenia boreliozą wzrasta, jeśli kleszcza nosimy około 3 dni (72h). Wcześniej ryzyko zakażenia jest niewielkie.

W przypadku pojawienia się rumienia wędrującego należy szybko udać do lekarza. Przy mnogich pogryzieniach, na tak zwanym terenie endemicznym, czyli tam, gdzie występuje zwiększone prawdopodobieństwo chorych kleszczy, antybiotyk przepisuje się od razu, jedną dawkę doksycykliny (amoksycylina u dzieci do 12rż).

Według wytycznych nie zaleca się profilaktycznej antybiotykoterapii, podawania immunoglobulin, podawania anatoksyny p/tężcowej, wykonywania badań serologicznych, badania kleszczy na zawartość chorobotwórczych drobnoustrojów itd.

Czyli po ludzku, na spokojnie:

  1. Szybkie usunięcie;
  2. Dezynfekcja miejsca po usunięciu;
  3. Nie smarujemy niczym kleszcza;
  4. Obserwujemy do 30 dni.

Ja dodatkowo osobiście polecam profilaktyczne szczepienie na odkleszczowe zapalenie mózgu.

Czym może zarazić nas kleszcz?

Kleszcz może nas zarazić nie tylko boreliozą, ale i babeszjozą, bartonellozą, anaplazmozą, bruzelozą i przede wszystkimi kleszczowym zapaleniem mózgu.

Wymienione choroby da się leczyć, diagnostykę rozpoczynamy w przypadku pojawienia się niepokojących objawów. Da się leczyć wszystkie, poza jedną. Niestety na wirusowe kleszczowe zapalenie mózgu nie ma leków, jest tylko leczenie objawów choroby, a to może doprowadzić do bardzo poważnych ubytków neurologicznych. Dlatego ja osobiście polecam szczepienie na kleszczowe zapalenie mózgu (na boreliozę nie ma szczepienia, jest to choroba bakteryjna, którą możemy leczyć).

Dlatego osobom, które dużo przebywają na dworze i mają zwiększoną możliwość złapania kleszcza – polecam szczepienie. Schemat 3 dawki: 1 dawka od razu, druga po upływie 1-3 miesiącu, trzecia po 12 miesiącach od pierwszej dawki, mamy spokój na 3 lata, a potem tylko szczepienia przypominające – http://szczepienia.pzh.gov.pl/szczepionki/kleszczowe-zapalenie-mozgu/ -tutaj więcej konkretnych informacji.

Ja pacjentom piszę receptę na szczepionkę zawsze.

Jakie są najczęściej popełniane błędy przy usuwaniu kleszcza?

Po pierwsze PANIKA!

Drodzy pacjenci, spokojnie. To brzydki robak, ale tylko robak. Nie zabije nas i nie zje w całości. Jest.

Niestety taki ma cykl rozwojowy, żywi się krwią. Nie oszukujmy się, jest nieco bardziej obrzydliwy od komara, ale jak już na nas siedzi i nas podjada, to już więcej krzywdy nam nie zrobi. Spokojnie. Podkreślę jeszcze raz: ryzyko zakażenia jest niewielkie i znacznie wzrasta w momencie, kiedy kleszcz ssie nas powyżej 72 godzin.

Mówi się, że to dlatego, że z przejedzenia zaczyna wymiotować bakteriami, a w owych wymiocinach serwuje nam dodatkowo bakterie. Nie twierdzę, że nie można złapać od razu. Prawdopodobieństwo jest niewielkie, co nie znaczy że zerowe, ale naprawdę nie jest to powód do paniki.

Wcześnie wykryta borelioza – tak samo jak w przypadku większości innych, niezwiązanych z kleszczami chorób – jest wyleczalna (przypomnienie – na kleszczowe zapalenie mózgu nie ma leków, są szczepienia). Dopiero zaniedbana, powikłana, jest bardzo groźna i w zasadzie łagodzimy tylko objawy.

Teorii jest wiele, pointa jedna – nie ma sensu panikować, naprawdę. Nie dajmy się ponieść histerii nakręcanej przez internet, gdzie co druga witryna krzyczy w ostrzeżeniach – a brak tam konkretów.

Jeszcze raz: jeśli ktoś ma opory przed usunięciem kleszcza samodzielnie, to Lekarz Rodzinny, dyżurni w NŚPL pomogą (NIE SOR!).

Po drugie – ignorowanie szczepień

Kleszczowe zapaleniu mózgu nie poddaje się leczeniu – zostaje nam tylko profilaktyczna szczepionka. Mam świadomość, że tym punktem narażam się modnym antyszczepionkowcom i mogą posypać się wrogie komentarze, ja jednak będę zawsze zwolennikiem szczepień.

Te są nieobowiązkowe, ale zalecane. Ze swojej strony dodam, że ja jestem szczepiona i bliskie mi osoby z otoczenia też. Ba! Byłam szczepiona zawsze jako dziecko. Nic nam się nie stało, a jesteśmy spokojni. Wiadomo, każdy organizm jest inny, każdy może zareagować inaczej. Jednak korzyści znacznie przewyższają potencjalne ryzyko związane ze szczepieniem, więc warto.

Po trzecie – smarowanie tłustymi maściami i innymi specyfikami, dziubanie, dłubanie, nakłuwanie (!).

Omawialiśmy już poprawne usuwanie stawonoga z naszego ciała. Niestety dalej pokutuje dziwne przekonanie, że jak się kleszcza poddusi lub zestresuje to ucieknie (!).

Nie, nie ucieknie. Ale spanikuje i zacznie wymiotować tym, co już wypił. Podziałajmy więc na wyobraźnię w ten sposób – chyba nikt nie chce mieć kleszczowych wymiocin we krwi.

Po czwarte – wymuszanie antybiotykoterapii.

Antybiotyk to tak zwane zło konieczne. Czyli: jeśli naprawdę są wskazania – to się antybiotyk podaje. Faszerowanie się antybiotykami bez uzasadnionej przyczyny jest proepidemiczne i szkodzimy sami sobie. Nie są to leki obojętne dla organizmu. Dodatkowo przy ich bezcelowym przyjmowaniu zwiększamy prawdopodobieństwo występowania oporności bakterii, a na świecie i w Polsce, z jedną z bakterii już doszliśmy do tak zwanego muru terapeutycznego, czyli nie mamy czym jej leczyć.

Po piąte – nie dajmy się zwariować histerii z internetu dotyczącej boreliozy.

Wiara we wszystko, co znajdziemy w internecie i przyjmowanie tego za prawdę absolutną – to koszmar.  Internet to dobre źródło informacji, ale trzeba wiedzieć, gdzie szukać. W sieci każdy może napisać wszystko. Jest wiele tak zwanych trolli, którzy będą później siedzieć i się śmiać ile osób dało się nabrać i zaczęło panikować. Itd, itp.

Mamy wątpliwości – zapytajmy lekarza, farmaceuty, zapytajmy w punkcie diagnostycznym (renomowanym). Zawsze możemy zapytać kilku specjalistów. Pamiętam znaleziony kiedyś obrazek z napisem „uwaga, lekarze są w zmowie! byłem już u pięciu i każdy mówi to samo” Ale zamiast teorii spiskowych można też zastanowić się, że jednak.. może mają rację.

Na zakończenie – co chciałabyś przekazać pacjentom w sprawie obsługi kleszcza?

Co chcę przekazać jeśli chodzi o instrukcję obsługi kleszcza? Wszystko zostało już powiedziane 🙂

  1. Nie panikować;
  2. Szczepić się;
  3. Nie bać;
  4. Obserwować;
  5. To tylko robak.

Powtórzę jeszcze raz – tylko spokój nas uratuje. Na zakończenie może odrobinę „czarnego humoru” 😉

Pamiętam przypadek pacjentki, która niedzielnym popołudniem „po wyczuciu czegoś na karku”, rzuciła wszystko co robiła, wzięła dziecko pod pachę, zamówiła taksówka i w te pędy przybyła do szpitala. Winowajcą był  strupek na krostce.

Inna pacjentka o 3 nad ranem przyszła z płaczem, mówiąc, „że natychmiast trzeba jej tego potwora zabrać z nogi” i nie chciała dać sobie wytłumaczyć, że jest to wrastający po depilacji włosek.

Czy pacjent, który przyniósł papierowe zawiniątko, z trzęsącymi się ze strachu dłońmi, w którym również trzymał zerwany z nogi strupek (widoczne, ewidentne miejsce po zadrapaniu w okolicy kostki), pytając, czy aby na pewno nie jest to kleszcz.

Mogłabym siedzieć kilka godzin przytaczając takie przykłady.

Epilog – jak nie złapać kleszcza?

Do lasu czy siedzieć na trawie nie idziemy w krótkiej mini i „krótkich gaciach”. Do tego przydałoby się nakrycie głowy, żeby delikwent nie ulokował nam się  między włosami. Po powrocie, na spokojnie, trzeba się dokładnie obejrzeć oraz zajrzeć tu i tam. Kleszcze lubią ciepło i miejsca – gdzie skóra jest delikatna, czyli np. pachwiny. Bardzo głodny nie będzie wybrzydzał i wkłuje się gdzie bądź. Z dziwnych miejsc wspomnę tylko, że widziałam kleszcza na jądrze i wardze sromowej, więc oglądamy się bardzo dokładnie.

***

Uff, ale fajny wywiad :] i jak ślicznie Pani Doktor to ubrała w ludzką mowę 😉 dziękuję za pomoc – szukałem właśnie takiego głosu rozsądku.

Zdrowo pozdrawiam,

Pan Tabletka

Marcin

P.S.: A jeśli dostaniesz antybiotyk – to będzie potrzebna osłona probiotyczna – w tym wpisie przeczytasz jak wybrać najlepszą.

Zdjęcie kupione na iStock.

kleszcz

Wyciąganie kleszcza pęsetą (szczypcami).

Podobne Te artykuły również
mogą cię zainteresować

Chcesz być na bieżąco?
Dołącz do newslettera

Wysyłam tylko wartościowe treści.

Zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych i akceptuję politykę prywatności.