ScrollToTop

Czy leczysz dziecko słodyczami?

Artykuły, Najpopularniejsze, Warto przeczytać

2 maja 2017

Czy leczysz dziecko suplementami diety udającymi słodycze?

Udało mi się zmieścić 3 sprzeczne i szkodliwe stwierdzenia w jednym krótkim zdaniu. Wow.

(1) Leczenie suplementami, (2) Suplementy udające słodycze, (3) Leczenie słodyczami.

Taki obraz leczenia kreują dla nas reklamy:

Jasiu, byłeś dzisiaj grzeczny, proszę, zjedz żelko-rybkę z tranem i lizaczka z witaminami. Na zdrowie.

Haniu, nie podoba mi się Twoje zachowanie. Dlaczego w ogóle mnie nie słuchasz? Zjedz proszę misio-żelka z magnezem. To na pewno Cię uspokoi! Pani w reklamie mówiła, że powinien pomóc. Na zdrowie.

Zosiu, wypiłaś już antybiotyk? To dobrze. A teraz proszę, zjedz pyszną bakterio-czekoladkę. Smacznego. I na zdrowie.

Antoś, zakaszlałeś?! Keh, kehmk, kemh – tak zakaszlałeś!! Masz tu pysznego kaszlo-lizaczka. Na pewno zaraz Ci przejdzie. Antosiu, na zdrowie.

Zuziu, dlaczego nie chcesz zasnąć? A tak, to pewnie bunt dwulatka! Już wiem, dam Ci taki pyszny syropek, na pewno zaraz po nim zaśniesz. Proszę, na zdrowie.

**********

Wyolbrzymiłem i przerysowałem. Pytanie tylko – jak bardzo? Chciałbym,  żeby to odpowiednio mocno wybrzmiało – zjawisko leczenia dzieci parafarmaceutykami udającymi słodycze.

Oddzielmy może dwie sprawy: jeśli jesteś dorosłą osobą, uważam, że masz święte prawo leczyć się i suplementować po prostu wszystkim – Twoja decyzja i Twoja odpowiedzialność. Zupełnie inaczej sprawa wygląda, jeśli z taką samą dowolnością traktuje się dzieci.

Mówię to jako farmaceuta i ojciec, któremu nie jest wszystko jedno. Możesz to nazwać poczuciem misji albo odpowiedzialnością społeczną. Uważam, że rodzice robią krzywdę swoim dzieciom przyzwyczajając je do zażywania słodyczy pod pretekstem leczenia.

Leki czy słodycze?

Główny problem jaki tutaj widzę, to mocne zacieranie granic między leczeniem, suplementacją, a złym odżywianiem. Bo przecież codzienne jedzenie żelko-tranów czy żelko-witamin nie jest dbałością o zdrową dietę. Czy może jest? Próbuję sobie wyobrazić jaki wpływ na świadomość dziecka może mieć taka sytuacja:

Dziecko kojarzy, a może uzależnia „bycie zdrowym” od żelków i lizaków. Przyzwyczaja się do regularnego jedzenia słodkości. Może nawet więcej – jem słodycze, żeby nie zachorować. Jem ich więcej jak jestem chory?! Idźmy dalej. Taki mały człowiek dorasta. Jan, Hanna, Zofia, Antoni. Zamienią żelki, lizaki i czekoladki na kapsułki, tabletki i syropy. Brzmi strasznie? Dla mnie tak.

Wytyczajmy granice

Mówi się, że dziecko lepiej się rozwija i czuję się bezpiecznie, jeśli ma jasno wytyczone granice. To dotyczy także leczenia i jedzenia słodyczy. Chcemy dla swoich pociech jak najlepiej. Szukajmy optymalnych rozwiązań, ufajmy zdrowemu rozsądkowi, słuchajmy rad zaufanych lekarzy i farmaceutów. Nie reklam.

I nie chodźmy na skróty. Żadne suplementy nie zastąpią dobrej diety i zdrowych przyzwyczajeń. Szczególnie tych rozwijanych i pielęgnowanych od maleńkości.

***

W takim razie, jakie proponuję rozwiązania?

  1. Po pierwsze uważam, że warto mówić dziecku kiedy je leczymy. Rozmawiajmy z dziećmi i tłumaczmy im co dostają i dlaczego. Jeśli są chore, to stosujemy leki – nie cukierki, lizaczki, gumy i żelki. Tylko leki. Jeśli dostają suplementy diety mające uzupełnić braki w diecie, to warto wytłumaczyć dlaczego akurat te, a nie inne.
  2. Jeśli masz problem z podaniem dziecku leku i musisz go sprytnie przemycić, to rozważ takie możliwości (pisze się oddzielny artykuł poświęcony tej sprawie):
    • probiotyki są dostępne w kroplach, 5-6 kropel możesz niezauważalnie przemycić z jedzeniem;
    • witaminy są dostępne w kroplach, również te kilka kropel da się zgrabnie przemycić;
    • na ból gardła zamiast lizaków stosuj preparaty w formie sprayu – szybka i wygodna aplikacja jest w tym przypadku dużą zaletą; wytłumacz, że jeśli dziecko wymaga leczenia, to je leczysz. Jeśli chcesz podać tabletki/pastylki do ssania – szukaj takich bez cukru, słodzików, z maksymalnie naturalnym składem – na przykład na bazie porostu islandzkiego;
    • jeśli chcesz podać tran, to warto od razu uczyć dziecko pić prawdziwy tran, czyli olej z wątroby dorsza. Unikaj produktów tranopodobnych. Dużo oczywiście zależy od dziecka, ale z moich rozmów z mamami wynika, że jeśli od samego początku bez uprzedzeń podawały normalny tran, to dzieci go swobodnie akceptowały.
  3. W sprawie preparatów uspakajających dla dzieci – mam tutaj bardzo brutalne przemyślenia. Obserwując osoby, które kupują je dla swoich dzieci, w 99% przypadków odnoszę wrażenie, że lepszym rozwiązaniem byłoby dać dziecku spokój i kupić coś na uspokojenie dla siebie. Przykro mi, nie mam w tym wypadku litości. Zachowanie dziecka jest odbiciem zachowania dorosłych. Ale nie jestem psychologiem, to tylko moja gorzka refleksja.

Uważam ten artykuł jako otwarcie dyskusji w sprawie leczenia i suplementacji dzieci. Kolejne wpisy wkrótce.

Zdrowo pozdrawiam,
Marcin

P.S.: Nasunęła mi się taka myśl:

Dawno, dawno temu, kiedy nikt jeszcze nie słyszał o lekach-i-suplementach-wyglądających-jak-słodycze, leki były niesmaczne. Tęsknię do tych czasów. Wtedy przynajmniej było wiadomo, że stosowanie leków jest przykrym obowiązkiem. Nikt o zdrowych zmysłach nie łykał ich jak cukierków. To prawda, że trzeba się było nakombinować, żeby dziecko je zjadło, ale nie było wtedy problemów z jasnym rozróżnieniem co jest lekiem, a co cukierkiem. I z szerzącą się wśród dzieci lekomanią (suplementomanią?). I otyłością (ale to już temat na inną bajkę).

 

P.S.2:

Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów od Pana Tabletki? Dla odbiorców newslettera mam jeszcze więcej przydatnych i ciekawych treści.  Zapraszam – dołącz!

FreshMail.pl

Może zainteresują Cię również Tajemnice serii Prenalen(stuk-klik)? Albo Aromactiv opinia i analiza serii (stuk-puk)?

Podobne Te artykuły również
mogą cię zainteresować

Chcesz być na bieżąco?
Dołącz do newslettera

Wysyłam tylko wartościowe treści.